Czasem mam ochotę siebie sprawdzić. Za cel obrałem sobie Czupel do Korony Gór Polskich, pętlą z Międzybrodzia przez Magurkę. Ale nie żeby na niego wejść, tylko żeby wbiec - czyli łącząc cel z przetestowaniem siebie. Od parkingu jest jakieś 600m w górę dość krótkim czerwonym szlakiem, co już stanowi dla amatora biegania jakieś wyzwanie. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, jak to rzeczywistość zweryfikuje moje ambicje.
Zaczynam bieg. Albo jednak coś, co ma go przypominać. 😆 Idzie tak “dobrze”, że zjedzone w aucie misie Haribo zaczynają szykować się do ewakuacji. Po kilometrze oszukiwania siebie wyłączam w Garminie tryb biegania i aktywuję wędrówkę. Głównie idę i głównie trochę podbiegam, kiedy ktoś akuart schodzi - żeby nie było siary 😆
Doganiam sympatyczną blond dziewczynę, która też wbiega na Czupel, i próbuję zagadać “na trudny podbieg”. Odpowiada mi że jest przecież łatwy i robi go drugi raz tego dnia. Widząc moją minę, misie umierają ze śmiechu. 🤣
Odbijam pieczątkę na szczycie i lecę na Magurkę, bo już można biec - jest prawie płasko. Trasę zarejestrowałem “netto”, czyli wyłączając pomiar na przystankach, bo w schronisku musiałem zaaplikować sobie węgle w formie kawałka pysznego ciasta, oraz oczywiście kawę - tej nie mogę odpuścić! 😊
Jednak po tej solidnej dawce rozkoszy misie rozpoczęły manewry. Ku mojemu zdziwieniu toalety strzeże automat Wielkiego Elektronika, który obslugiwany jest bilonem. Niestety wszystkie dwuzłotówki wydałem na Garmina, żeby móc płacić zegarkiem. Misie umierają ze śmiechu po raz drugi. 🤣 Polecam mieć ze sobą kilka monet po 2zl, chociaż można też je wypłacić w bufecie.
Po zdobyciu dwuzłotówki, oraz pozbywając się szyderczej kompanii, kontynuuję bieg. Pędząc po szlaku udało mi się wystraszyć: zakochanych, matki z dziećmi, emerytów i stado jeleni (lub coś, co je przypominało). Tylko zapalenie krtani sobie nigdzie nie poszło. 😖
I tym sposobem otwarłem solidniejsze bieganie po górach 🙂
Do zobaczenia na szlaku!
Wyniki